Od zawsze, a w każdym razie odkąd pamiętam wiedziałam, że będę mieszkać na wsi. Wiedziałam, że będę mieszkać tam z mężem, że będę lepić pierogi i piec ciasta, że będziemy dużo spacerować i podziwiać sarny i jastrzębie.
I przez jakiś czas żyłam takim właśnie życiem. No ok, bez męża, z narzeczonym jedynie.
Urodziłam się w mieście, wychowałam się w mieście, ale tylko na wsi czułam się naprawdę szczęśliwa.
Rozstanie zafundowało mi nowy początek.
Istna karuzela.
Wiem, że moje marzenie kiedyś jeszcze się spełni, muszę tylko trochę poczekać.
Mam więc nieco czasu, tak powiedzmy, no nie wiem... z pięć lat? Bo w to, że lada moment przyjedzie książę na białym koniu i zabierze mnie na wieś, a tm ksiądz ze stułą będzie czekał, to raczej wątpię.
A na razie trzeba było wrócić do miasta. I mimo, że mieszkałam tu całe życie czuję się, jakbym zaczynała wszystko od nowa.
Tak mniej więcej setny raz.
Żeby to moje zaczynanie od nowa w mieście nie było osamotnione postanowiłam założyć bloga. To dla mnie pewne wyzwanie, bo cierpię na słomiany zapał, ale warto chociaż spróbować.
Przecież muszę się czymś zająć w oczekiwaniu na księcia.
piątek, 15 kwietnia 2016
Znowu od nowa
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz